Z prywatnej budy do milicji

Ten serial nie tylko z cywilnego psa zrobił psa milicyjnego, ale był początkiem kariery najwybitniejszego w Europie specjalisty od układania zwierząt do filmu i przyszłej laureatki Oscara. W "Przygodach psa Cywila" narodził się też słynny porucznik Zubek.

Skromny, 7-odcinkowy serial dla dzieci jest nie tylko produkcją, którą do dziś ogląda się z przyjemnością, ale i okazją do przyjrzenia się początkom wielkich karier, a także zalążkom pomysłów na inny serial, który do dziś zbiera wielomilionową widownię.

Reklama

"Przygody psa Cywila" opowiadają o perypetiach sierżanta Milicji Obywatelskiej Walczaka i jego czworonożnego pupila. Tych przygód jest w sumie niewiele. Po udanym egzaminie w Zakładzie Tresury Psów MO Cywil i jego opiekun ścigają niebezpiecznego międzynarodowego przestępcę.

Po tym pościgu Cywil trafia w łapy przemytnika, który próbuje wykorzystać go do swoich niecnych celów. Szczęśliwie pies wraca do właściciela i wraz z nim ściga uciekinierów z więziennego konwoju. Następnie poszukuje dwójki zaginionych dzieci i z poświęceniem odnajduje chłopców bawiących się granatami z czasów wojny. Serial powstał w 1970 roku (premiera: wrzesień 1971 r.) i najwięcej pewnie kosztowała wtedy czarno-biała taśma filmowa, na której został zrobiony.

To, co dziś kosztowałoby najwięcej, czyli sceny z wykorzystaniem specjalistycznego sprzętu (helikoptery, motocykle itp.), nie było formalnie rozliczane. Wojsko i milicja występowały w produkcjach filmowych na zasadzie przysługi, a nie usługi. Wystarczyło coś, co dziś nazywamy PR-em, a wtedy nazywało się to "wydźwiękiem propagandowym". Aktorzy pracowali według ściśle określonych stawek ministerialnych i nie było mowy o gwiazdorskich gażach.

Przed Cywilem był Selim

Reżyser Krzysztof Szmagier krótko po uzyskaniu dyplomu Wydziału Reżyserii PWSTiF w Łodzi, jak wszyscy młodzi absolwenci tego kierunku, marzył o realizacji filmu fabularnego i jak większość jego kolegów znajdował się w "poczekalni" do debiutu. Tymczasem jedyne możliwości robienia czegokolwiek w zawodzie dawał film dokumentalny. Do czasu "Przygód psa Cywila" Szmagier nakręcił ich kilka. Jednym z dokumentów był 15-minutowy "Selim", opowiadający o tresurze milicyjnych psów.

Reżyser, dzięki pracy nad tym filmem, poznał milicjantów oraz służby cywilne zajmujące się hodowlą i tresurą psów na potrzeby MO. Ale przede wszystkim poznał człowieka, który w przyszłości stanie się filmową legendą. Wszystko to było impulsem do napisania scenariusza serialu, który o ponad 20 lat wyprzedził austriacko-włoskiego "Komisarza Rexa".

Zaklinacz zwierząt

Polscy i zagraniczni dziennikarze prześcigają się w komplementowaniu Franciszka Szydełki: treser, czarodziej, zaklinacz zwierząt. Sam zainteresowany nie lubi, gdy mówi się o nim "treser". Twierdzi, że "układa zwierzęta". W ciągu półwiecza w prawie 140 polskich i zagranicznych produkcjach filmowych "układał" psy, gęsi, a nawet... dżdżownice.

W jego pokoju na eksponowanym miejscu wisi portret owczarka Trymera. To był pies, którego nazywa miłością swojego życia. Razem przeżyli wielką przygodę, która stała się udziałem milionów widzów w wielu krajach. Na ekranie jego ukochany pies wabił się Szarik.

Franciszek Szydełko przez lata wykładał technikę i psychologię zwierząt w Centralnej Szkole Wojskowej w Warszawie. Tam odnalazł go początkujący wówczas reżyser Krzysztof Szmagier, który przygotowywał się do filmu "Selim".

W "Selimie" mistrz Szydełko nie tylko zadebiutował jako filmowy treser, ale również wystąpił przed kamerą. Od tego czasu zagrał 49 epizodów aktorskich, w tym w 12 w filmach zagranicznych.

Jako jeden z kilku polskich aktorów naturszczyków miał specjalną stawkę ustanowioną przez ministra kultury i sztuki. Na podobnych zasadach pracował Jan Himilsbach. Ale granie dla Franciszka Szydełki było jedynie dodatkiem do pracy ze zwierzętami.

Po "Selimie" Krzysztof Szmagier ponownie zwrócił się do tresera. Tym razem zadanie było o wiele poważniejsze - serial "Przygody psa Cywila".

Bej

Na początku pierwszego odcinka serialu sierżant Walczak chodzi markotny i przygaszony. Z dialogu z jego przełożonym (Henryk Bąk) dowiadujemy się, że Walczak stracił w niebezpiecznej akcji swojego ukochanego psa. Czworonóg wabił się Bej. W rzeczywistości tak nazywał się pies Krzysztofa Szmagiera, który wystąpił w serialu w tytułowej roli. Po latach Krzysztof Szmagier zwykł mawiać: "Z cywila zrobiłem psa milicyjnego, z dziennikarza (chodzi o Bronisława Cieślaka - przyp. aut.) aktora i jako pierwszy rozebrałem w filmie Grażynę Szapołowską".

Bej oczywiście, jak na psią gwiazdę przystało, miał swoich dublerów. Taka jest filmowa praktyka, jeśli pies lub inne zwierzę "gra" dużą rolę, koniecznie trzeba mu znaleźć dublera, który zostanie wykorzystany do niebezpiecznych scen lub zastąpi psią gwiazdę, gdy ta będzie niedysponowana. Dublera miał Trymer w "Czterech pancernych i psie" czy Saba w pierwszej ekranizacji "W Pustyni w puszczy" (przy tym filmie również pracował Franciszek Szydełko).

Znalezienie dublera nie jest sprawą łatwą. Musi być łudząco podobny do psa "grającego" rolę i niemal tak samo zdolny. Bej był w komfortowej sytuacji, bo na planie miał aż trzech zastępców. To inny owczarek wskakiwał m.in. na wagon jadącego pociągu i wpadał z mostu do rzeki. Taki los dublera, że gwiazdor nie dzieli się z nim sławą. Jedno jest pewne, że wszystkie psy miały na planie w miskach tyle samo i to samo. Te kwestie regulowały stosowne zarządzenia i normy.

Franciszek Szydełko wspomina, że w czasie zdjęć do "Zapachu psiej sierści" w Bułgarii, będące pod jego opieką trzy pieski miały dzienną dietę w wysokości 50 lewa, gdy tamtejszy inżynier zarabiał 100 lewa miesięcznie, a na dogi w "W pustyni i w puszczy" dostawał tyle dewiz podczas pobytu ekipy w Sudanie, że z powodzeniem starczało dla psów i na biesiady filmowców. Przepisy były niekiedy głupie i nieżyciowe, ale święte, o czym dowiadujemy się też z "Przygód psa Cywila".

Sierżant Walczak, świerszczyku...

W milicjanta Walczaka wciela się Krzysztof Litwin, artysta z Krakowa, który nie miał formalnego wykształcenia aktorskiego, ale za to posiadał to "coś". O jego obsadzeniu w "Przygodach..." zadecydował fakt, że dzieci polubiły go i zapamiętały z serialu "Niewiarygodne przygody Marka Piegusa" (1966), gdzie wciela się w melancholijnego Chryzostoma Cherlawego, który do swoich rozmówców zwraca się per świerszczyku. Po emisji serialu dzieci na podwórku również mówiły do siebie "świerszczyku". Litwin zdobył również ogromną sympatię widzów dzięki postaci poety-amatora Górskiego w komedii "Pieczone gołąbki" (1966) Tadeusza Chmielewskiego. Rola melancholijnego, nieasertywnego outsidera jest typowa dla Krzysztofa Litwina. Taki jest też sierżant Walczak w jego wykonaniu.

Dowiedz się więcej na temat: Kultowe seriale | Seriale sprzed lat | Przygody psa Cywila

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje