"Wallander": Skandynawski dreszczyk emocji

Od kilku lat Północna Europa słynie ze znakomitych powieści kryminalnych. Seriale ze Szwecji i Danii również potrafią trzymać w napięciu. Przedstawiamy kilka najciekawszych tytułów.


Reklama


Powodów, dla których sięgamy po pilota skaczemy po kanałach w telewizji, jest wiele. Potrzebujemy się zrelaksować, pośmiać, uronić łezkę lub przenieść do innego świata. Zdarza nam się zapędzić w nieco mniej znane rejony serialowego świata i dokonać przyjemnych odkryć.

Takim telewizyjnym zakątkiem jest właśnie Skandynawia. Seriale głównie ze Szwecji i Danii zdobywają popularność i uznanie nie tylko w Europie. Co wyróżnia te produkcje na tle amerykańskich tytułów?

Przede wszystkim klimat i znakomicie skonstruowane historie. Są mroczne, surowe i autentyczne, chociaż na pierwszy rzut oka wieje przeszywającym chłodem i niegościnnością skandynawskich krajobrazów. Opowieści zaskakują rozwiązaniami, a naszą uwagę przykuwają bohaterowie - pełni wad, ulegający słabostkom i nie kreowani na plastikowych herosów bez skazy.

Przebiegłe i enigmatyczne postaci upadają i zmagają się z codziennością tak, jak my. Nie wszystko jest podane na tacy, co sprawia, że jeszcze bardziej wciągamy się w opowieść i zaczynamy żywo interesować się losami bohaterów. 

Przetarcie szlaków

W 2008 roku poznaliśmy "Wallandera", nakręconego na podstawie serii powieści Henninga Mankella. Tytułowy detektyw przeszedł niejedno w życiu: rozstał się z żoną, próbował popełnić samobójstwo, boryka się z depresją, nie dba o siebie, kiepsko sypia i nie radzi sobie z emocjami. Na domiar złego, wydaje się, że ma zdecydowanie za dużo sympatii do kryminalistów, których skutecznie ściga. Jego najlepszym przyjacielem jest ukochany pies i wydaje się, że Kurt Wallander tylko w nim może znaleźć wsparcie. W tym serialu nie znajdziemy szalonych pościgów i akcji z mnóstwem wybuchów oraz oszałamiającą choreografią zainscenizowanych bijatyk. Naszą uwagę przykuwa dramat głównego bohatera i śledztwo, które nie zawsze wyjaśnia wszystkie wątki i tajemnice związane ze sprawą.

Mocne uderzenie

Prawdziwy boom na skandynawski dreszczyk emocji zaczął się za sprawą duńskiego kryminału "Forbrydelsen" (2007-2012) znanego jako "The Killing". Nieustępliwa detektyw Sara Lund zaciekle szuka mordercy Nanny Birk Larsen. Przesłuchuje wielu świadków i oddala się od najbliższych, by skupić się na śledztwie. Wzrusza przejmująco sfilmowana rozpacz rodziny zamordowanej nastolatki i nerwowe działania skorumpowanych polityków przestraszonych grożącym im skandalem. A wszystko to w mrocznych i przytłaczających zakamarkach Kopenhagi. 

Szukając oryginalnych opowieści warto sięgnąć też po "Most nad Sundem" czyli "Broen/Bron". Wystarczy powiedzieć, że na moście łączącym Danię ze Szwecją zostaje znalezione ciało kobiety, które morderca pozostawił idealnie na granicy dwóch państw. W śledztwo zaangażowani są policjanci z obu krajów. Szwecję reprezentuje Saga Noren a Danię Martin Rhode. Detektywi szukają sprawcy, dochodzi do kolejnych morderstw, a na rozwiązanie zagadki musimy czekać w napięciu do końca pierwszej serii. Poza wciągającym śledztwem, uwagę przykuwają główni bohaterowie. Szwedka to bardzo dobra policjantka cierpiąca na syndrom Aspergera, co sprawia, że jest nieprzystępna, ma problemy z odczytywaniem sygnałów niewerbalnych, nie rozumie żartów i jest wyjątkowo bezpośrednia. I to nie jest "drewniana" gra aktorki Sofii Helin, tylko charakterystyka postaci Sagi. Początkowo współpraca z Martinem jest pełna zgrzytów, ale stopniowe poznawanie się pozwala nam uwierzyć, że ten duet potrafi rozgryźć najtrudniejszą kryminalną zagadkę.

Kobiety w natarciu

Warto zwrócić uwagę na to, że poza niesamowitym klimatem, skandynawskie produkcje w ciekawy sposób pokazują postaci kobiece. To już nie tylko ofiary morderców, asystentki detektywów czy piękne obiekty westchnień herosów. Wreszcie mamy barwne główne bohaterki, jak wspomnianą detektyw Sarę Lund z "The Killing" czy Sagę Noren z "Mostu nad Sundem". Są wymagające, błyskotliwe, a przy tym ludzkie i nie tracą nic ze swojej kobiecości, za to potrafią potrząsnąć światem mężczyzn. Jest mniej typowej walki płci. 

Wystarczy obejrzeć kilka odcinków "Rządu" (Borgen), w którym śledzimy losy Birgitte Nyborg Christensen, pierwszej kobiety premier Danii. Zamiast skupiać się głównie na tym, jak łączy obowiązki z prowadzeniem domu, przyglądamy się politycznym intrygom. Ba, rodzina przysparza jej kłopotów i przeszkadza w pracy. Nieobce są jej również romanse. - Nie chcemy, by widzowie zwracali uwagę na to, że to są kobiety. Są bohaterkami walczącymi o przekonania, poglądy i sprawiedliwość - mówi Adam Price, twórca "Rządu". - To nie są kobiety idealne, perfekcyjne. Mają być sobą. Co ciekawe, pierwszy sezon serialu pisali sami mężczyźni - dodaje.

Tajemnica fenomenu

O tym, dlaczego seriale skandynawskie zdobywają rzesze widzów mówiła też Agnieszka Holland, która pracowała nad amerykańską wersją "The Killing": - Podążamy za śledztwem, mamy swoje wyobrażenia na temat tego, kto zabił, i kiedy wydaje nam się, że już wszystko wiemy, okazuje się, że nie wiemy nic. Morał tego jest taki, że świat jest bardziej skomplikowany, niż nam się wydaje. To tylko część skandynawskich hitów. O ich oddziaływaniu na widza najlepiej przekonać się na własne oczy.


nex

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje